W poprzednim numerze „Sucholeskiego Magazynu Mieszkańców Gminy” nasza redakcja poprosiła Czytelników o komentarz do niezwykle ważkiej, choć wywołującej spore emocje kwestii: zatrudniania radnych w spółkach komunalnych lub podmiotach powiązanych z samorządem. Poniżej komentarz radnego Michała Przybylskiego.
Mowa o osobach, które z mocy prawa i z racji zaufania społecznego powinny te podmioty kontrolować, a przynajmniej bezstronnie oceniać ich działalność. Jako jaskrawy przykład, który zmusił lokalną społeczność do dyskusji, podano sprawę radnej Joanny Radziędy. Przypomnijmy: od początku 2026 r. jest ona zatrudniona w spółce Aquanet S.A.,
w której gmina Suchy Las posiada niespełna 3 proc. udziałów. Sprawa ta wywołała lawinę komentarzy i stała się doskonałym pretekstem do przeprowadzenia rzetelnej analizy formalno-prawnej, etycznej oraz politycznej, ze szczególnym uwzględnieniem realiów, w jakich przyszło nam dziś żyć.
Kwestia formalno-prawna: Co mówi litera prawa?
Kluczowym zagadnieniem w sferze czysto prawnej jest zbadanie stosunku pracy radnej w kontekście restrykcyjnych zakazów antykorupcyjnych. Ograniczenia te wynikają bezpośrednio z Ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (u.s.g.). Polskie prawo samorządowe wbrew pozorom bywa w tych kwestiach dość precyzyjne – mówi jasno, czego radnemu robić pod żadnym pozorem nie wolno, aby w strukturach lokalnych nie dochodziło do zjawisk korupcjogennych lub rażącego nepotyzmu.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami radny nie może pełnić funkcji prezesa czy członka zarządu spółki gminnej, nie może zarządzać jej majątkiem ani prowadzić tam własnych, prywatnych interesów na komercyjnych zasadach. Ustawa bezwzględnie zabrania radnym zasiadania w radach nadzorczych czy pełnienia funkcji likwidatorów w spółkach z udziałem mienia komunalnego danej gminy.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Wspomniany zakaz nie obejmuje bowiem szeregowych stanowisk pracowniczych (takich jak specjalista, referent czy doradca), o ile zatrudniony pracownik nie wykonuje bezpośrednich czynności o charakterze kierowniczym, zarządczym lub decyzyjnym.
Joanna Radzięda podjęła pracę w Aquanet S.A. na stanowisku wykonawczym – jako specjalistka ds. zarządzania środowiskiem. Co więcej, jest to umowa na czas określony, w ramach zastępstwa, a sama spółka nie jest bezpośrednią, wyłączną własnością naszej gminy. Z formalnego punktu widzenia zatrudnienie to nie stanowi złamania przepisów u.s.g.. Brak jest jakichkolwiek podstaw prawnych do wygaszenia mandatu radnej. Joanna Radzięda działa w granicach obowiązującego prawa, a czynienie jej z tego powodu zarzutów natury czysto legalnej jest bezprzedmiotowe.
Kwestia etyczna: Między paragrafem a sumieniem
Choć formalne prawo nie zostało w tym przypadku złamane, sytuacja ta generuje skomplikowany problem na płaszczyźnie etycznej i moralnej. Standardy zachowania osób piastujących mandaty publiczne w naszej gminie precyzyjnie opisuje Kodeks Etyki Radnego Gminy Suchy Las. Dokument ten powstał chyba w 2018 r. z inicjatywy ówczesnej przewodniczącej Rady Gminy, Małgorzaty Salwa-Haibach. Jako autor projektu tego dokumentu i przewodniczący komisji doraźnej, która doprowadziła do jego ostatecznego przyjęcia, doskonale pamiętam intencje, jakie nam wówczas przyświecały. Kodeks ten opiera się na fundamentach bezstronności, absolutnej jawności, unikania najmniejszych przejawów konfliktu interesów oraz bezwzględnego przedkładania dobra publicznego nad interes osobisty.
Główny problem moralny polega na tym, że Aquanet S.A. realizuje kluczowe zadania publiczne na rzecz mieszkańców gminy Suchy Las. Jakość świadczonych usług, inwestycje w infrastrukturę, a przede wszystkim ceny wody i odbioru ścieków podlegają regularnej ocenie oraz regulacji ze strony władz gminy, w tym samej Rady Gminy.
Warto przypomnieć, jak ogromny wpływ na działalność tego podmiotu ma lokalny samorząd, który podejmuje m.in. uchwały w sprawie wieloletnich planów rozwoju i modernizacji urządzeń wodociągowych i kanalizacyjnych (kluczowe dla budżetu i strategii Aquanetu), uchwały regulujące techniczne i konsumenckie zasady dostarczania wody i odprowadzania ścieków, doroczne uchwały budżetowe wraz z ich licznymi nowelizacjami. To w nich radni zabezpieczają środki na rozbudowę sieci oraz mogą przegłosować dopłaty do taryf, dzięki którym realna cena na rachunkach mieszkańców jest niższa niż oficjalna stawka spółki.
W tym miejscu dochodzi do ewidentnego, psychologicznego pęknięcia. Radna jako pracownik spółki staje się zależna ekonomicznie i służbowo od jej kierownictwa. Z kolei jako przewodnicząca Komisji Rewizyjnej ma ustawowy obowiązek obiektywnego, surowego kontrolowania działań wójta oraz podmiotów realizujących zadania gminy. Jak skutecznie i bezkompromisowo audytować obszar gospodarki wodno-ściekowej, będąc jednocześnie na liście płac podmiotu tę gospodarkę realizującego? Aby pozostać w zgodzie z etyką i prawem (konkretnie z art. 25a u.s.g.), radna musi wyłączać się z głosowań dotyczących interesu prawnego i finansowego Aquanetu. Tyle że permanentne wyłączanie się z kluczowych głosowań ogranicza jej realny wpływ na losy gminy, a przecież po to mieszkańcy powierzyli jej swój głos.
Analiza polityczna: Podwójne standardy i wizerunkowy klincz
Wymiar polityczny tej sprawy dotyka kwestii najcenniejszej wizerunkowo – wiarygodności. Joanna Radzięda nie jest radną anonimową.Pełniąc funkcję przewodniczącej Komisji Rewizyjnej, dała się poznać jako osoba wyrazista. W krótkim wprowadzeniu Krzysztofa Ulanowskiego do listu Czytelnika celnie wskazano, że radna „nierzadko kreuje się na niezłomną obrończynię cnót wszelakich, nie szczędząc przy tym ostrej, a nader często bezpardonowej krytyki w stosunku do swoich przeciwników politycznych, wójta, urzędników oraz niektórych spółek gminnych”.
Taka bezkompromisowa postawa tworzy dziś ogromną asymetrię wizerunkową. Zarzut politycznej hipokryzji jest w debacie publicznej potężnym i niezwykle bolesnym obuchem. Oczekując od oponentów kryształowej transparentności, radna sama wystawiła się na potężny cios, podejmując pracę w podmiocie tak blisko powiązanym z gminą. Dla jej politycznych adwersarzy to idealny pretekst, by podważyć jej moralną legitymację do pełnienia funkcji kontrolnych. W sensie stricte politycznym radna traci przymiot pełnej, nieskrępowanej niezależności. Nawet jeśli jej decyzje i opinie będą w stu procentach merytoryczne i obiektywne, w oczach opinii publicznej zawsze będą obarczone cieniem podejrzenia o uległość wobec pracodawcy.
Podsumowanie, czyli spójrzmy na to ze zdrowym rozsądkiem (i odrobiną empatii)
Przekładając te wszystkie zawiłości na język czystego, pragmatycznego zdrowego rozsądku, sytuację radnej należy ocenić jako wyjątkowo niefortunną i niezręczną. Logika podpowiada nam, że niezwykle trudno jest rzetelnie służyć dwóm panom jednocześnie, gdy ich interesy mogą wejść w kurs kolizyjny. Mieszkańcy oczekują od radnej walki o jak najniższe stawki za wodę i bezwzględnego rozliczania dostawców. Zarząd Aquanetu realizuje cele biznesowe korporacji. Wiara w to, że przeciętny wyborca bez mrugnięcia okiem uwierzy w idealne odseparowanie „Joanny-specjalistki” od „Joanny-kontrolerki”, trąci naiwnością. Ktoś, kto decyduje się na wejście do życia publicznego i przyjmuje prestiżową funkcję szefa komisji kontrolnej, musi mieć świadomość, że jego wolność wyboru ścieżki zawodowej ulega pewnemu ograniczeniu.
Ale spójrzmy na tę sprawę również z drugiej strony – z perspektywy czysto ludzkiej, z pewną dozą empatii, której tak często brakuje w drapieżnej publicystyce. Łatwo jest rzucać kamieniami z pozycji recenzenta, trudniej zmierzyć się z prozą życia. Słowa, że „każdy musi gdzieś pracować”, choć politycznie niezręczne, dotykają przecież realnego i bolesnego problemu społecznego. Żyjemy w czasach, które paradoksalnie zbiegają się z olbrzymimi kłopotami na rynku pracy, dotykającymi nawet młodych, wybitnie wykształconych i ambitnych ludzi. Rynek bywa bezwzględny, a stabilne zatrudnienie zgodne z wykształceniem – w przypadku pani radnej mówimy o specjalistce ds. ochrony środowiska – nie leży na ulicy.
Nie można się zatem po ludzku dziwić, że osoby poszukujące stabilizacji, zmuszone są czasem zmierzać drogą trudnych kompromisów zawodow ych. Czy to prywatna wina Joanny Radziędy, że system, w którym funkcjonujemy, stawia ludzi przed tak karkołomnymi wyborami? Przecież to raczej pokłosie niedoskonałego ustroju gospodarczego i oświatowego, za który pełną odpowiedzialność ponosi starsze pokolenie współczesnych decydentów, a nie jedna radna szukająca swojego miejsca
na rynku pracy.
Joanna Radzięda znalazła się w wizerunkowym klinczu, stając się ofiarą własnej, wcześniejszej bezkompromisowości. Zamiast jednak linczować ją na łamach prasy, warto dostrzec w tej historii uniwersalne ostrzeżenie dla wszystkich samorządowców. W lokalnej polityce nie wystarczy działać zgodnie z prawem. Trzeba jeszcze dbać o to, by nasza niezależność nie budziła najmniejszych wątpliwości u tych, którzy przy urnach wyborczych powierzyli nam swój los. To jednak temat na zupełnie inną, głębszą opowieść o kondycji naszego życia publicznego.






