Bieg zawsze kończę z radością

Triathlonista musi być nie tylko dobrym biegaczem, ale i świetnym pływakiem oraz wytrawnym rowerzystą. Jeśli więc ktoś sprawdził się już w maratonie, a nie kuszą go ani dłuższe dystanse, ani bieganie po górach, często decyduje się na start w triathlonie.

Triathlony są od jakiegoś czasu bardzo modne, nie powinien więc dziwić sukces niedawnych zawodów ENEA Challenge Poznań. Wśród licznych uczestników imprezy znaleźli się też bardzo znani mieszkańcy zarówno Suchego Lasu, jak i całej aglomeracji poznańskiej.

Czuje respekt

Na starcie zawodów stanęli m.in. rektor Uniwersytetu Ekonomicznego prof. Marian Gorynia, były prezydent Poznania Ryszard Grobelny czy zastępca prezesa zarządu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Marek Baumgart.

Rektor Gorynia wystartował w sztafecie, co oznacza, że miał za zadanie „tylko” przebiegnięcie 21,1 km, czyli dystansu półmaratonu. Przepłynięcie Malty wziął na siebie drugi członek teamu, a przejażdżkę rowerem trzeci.

– Pokonałem półmaratoński dystans w godzinę i 46 minut, czyli nieco poniżej swoich możliwości – przyznaje prof. Marian Gorynia. – Trzeba jednak wziąć pod uwagę pogodę, po godz. 13 zrobiło się ciepło i cztery kółka wokół Malty nie były taką znów pestką.

Pomimo tych trudności, pan rektor bierze pod uwagę, że za rok wystartuje w triathlonie już bez wsparcia swoich partnerów ze sztafety.

– Ale w ćwiartce, a nie w połówce, bo przed połówką wciąż czuję respekt – zastrzega.

Biega od zawsze

Marek Baumgart startował w tym roku na popularnym dystansie średnim, co oznacza, że musiał pokonać 1,9 km w wodzie, 90 km na rowerze i 21,1 km biegnąc. Skąd w ogóle pomysł na udział w triathlonie?

– W triathlonie wystartowałem już po raz trzeci, a sportowo jestem aktywny praktycznie od zawsze – mówi Marek Baumgart. – Latałem paralotnią, należę też do morsów, czyli kąpię się w otwartych akwenach zimą. A biegałem zanim stało się to modne, co oznacza, że czasem patrzono na mnie jak na dziwoląga – śmieje się. – Nie przejmowałem się, bo truchtałem dla siebie, dla satysfakcji, żeby poczuć radość. A kiedy w 2000 r. pojechałem do Londynu i zobaczyłem tam prawdziwe tłumy biegaczy, zamarzyło mi się, żeby kiedyś było tak i u nas. Nawet się nie spodziewałem, że moda na zdrowy styl życia przyjdzie do nas tak szybko – cieszy się.

Owszem, bieganie jest dziś szalenie popularne, ale wciąż nie brakuje osób, które tłumaczą się, że chętnie by potruchtały, ale nie mają na to czasu.

– Rozumiem obciążenie pracą, ale mam na to sposób – odpowiada nasz rozmówca. – Przebieżka to moja ostatnia czynność w ciągu dnia. Nawet jeżeli kończę pracę tuż przed północą, wychodzę potruchtać chociażby na 20 minut. Często mi się nie chce, ale zawsze potem wracam z treningu z radością. A gimnastykuję się przy okazji wykonywania zwykłych, codziennych czynności. Np. podczas mycia zębów wykonuję 10 przysiadów.

Endorfiny uzależniają

No dobrze, ale bieganie rekreacyjne nie oznacza jeszcze startu w zawodach, które oznaczają rywalizację.

– Raczej dobrą zabawę, choć także uzależnienie od endorfin – uściśla prezes Baumgart. – W zawodach biegowych startuję od pięciu lat. Najpierw biegałem na 10 km, a jako swarzędzanin często startowałem w zawodach Szpota. Potem zacząłem brać udział w półmaratonach. Do maratonu dochodziłem stopniowo, co zresztą doradzam każdemu. Bo zazwyczaj nie jesteśmy tak świetni, jak 20 lat temu w szkole podstawowej, a przesada może oznaczać kontuzję.

No cóż, żałuję, że nie dane mi było rozmawiać z panem Markiem sześć lat temu. Może wtedy nie zdecydowałbym się na start w swoim pierwszym maratonie po zaledwie czterech miesiącach treningu. Nie, nie miałem kontuzji, ale ostatnie siedem kilometrów przemęczyłem, pokonując je bolesnym marszobiegiem. Za to na triathlon nie odważyłem się do tej pory. Jakoś nie mam przekonania ani do pływania kraulem, ani do jazdy szosówką…

– I nie musi pan – zapewnia M. Baumgart. – Sam płynąłem żabką krytą, bo tak mi po prostu było w tłumie innych pływaków łatwiej. A jeśli chodzi o rower, to na zawody zabrałem wprawdzie szosówkę, ale trenowałem na góralu, który na nierównych drogach w Polsce sprawdza się o wiele lepiej.

Przełamując fale

A jak nasz rozmówca ocenia tegoroczny triathlon?

– Było ciężko – przyznaje. – Rowerem z Kostrzyna jechałem pod wiatr, a przez Jezioro Maltańskie płynąłem pod fale. Na środku jeziora obiecywałem sobie, że już nigdy więcej – śmieje się. – Tym bardziej jestem zadowolony, że zawody ukończyłem – podkreśla.

– To może za rok wystartuje pan w Suchym Lesie? – podsuwamy.

– Niewykluczone – kiwa głową Marek Baumgart. – W tym roku nie mogłem, bo pojechałem na zawody do Chrzypska. Biegaliśmy tam po lesie i asfalcie. Myślałem, że będzie to mała rozgrzewka przed triathlonem, ale liczne podbiegi i 40 stopni w słońcu sprawiły, że zawody były bardzo wymagające. Za to organizacja świetna – chwali.

Na koniec warto dodać, że pan prezes nie jest jedynym biegającym przedstawicielem swojej firmy. Fundusz ma bowiem silną, biegową reprezentację, która startuje m.in. w Maniackich Dziesiątkach. Jednym z zawodników jest znany popularyzator przyrody i miłośnik indiańskiej kultury Krzysztof Mączkowski, który zgodnie z indiańską tradycją swoje biegi poświęca Ziemi.

Krzysztof Ulanowski