Niech żyje bal!

W czasach Augusta III Sasa mawiano „Jedz, pij i popuszczaj pasa”. Ćwierć tysiąca lat później w biedruskim Zamku von Treskov odbył się bal pod hasłem „Na dworze króla Augusta”.

Nie była to oczywiście pierwsza uroczystość w zamkowych murach, od czasu, kiedy pałac przywrócili do dawnej świetności jego obecni właściciele. Dziś doktor inż. Jan Kucharski prowadzi w pałacu nie tylko działalność komercyjną, ale dba także, żeby zamek kojarzył się z wydarzeniami kulturalnymi.

Historia jest bardzo ważna
Skąd jednak pomysł na wystawne przyjęcie w strojach z dawno minionej epoki? Cóż, mieliśmy przecież karnawał, okres hucznych zabaw, a w tym i bali przebierańców. Poza tym nie samym dniem dzisiejszym człowiek żyje; nie możemy też zapominać o naszej historii. A samo istnienie wybudowanego przez Niemców Zamku von Treskov przypomina o tym, że była to historia niełatwa, że nie zawsze ziemie polskie należały do polskiego państwa.
Historia jest ważna także dla Marii Czerwińskiej, założycielki zespołu CHOREA ANTIQUA, który to zespół, obok właścicieli zamku, współorganizował bal „Na dworze króla Augusta”. Bal rozpoczął się od uroczystości symbolicznego wręczenia kluczy do zamku. Właściciel z żoną przekazał je Maciejowi Stanisławowi Rąbalskiemu
z zespołu CHOREA ANTIQUA. Właściciel powitał też wszystkich uczestników zabawy:
– Dziękuję wszystkim za przybycie – rozpoczął. – Cieszę się, że możemy się tu razem spotkać – podkreślił. – Dziękuję zespołowi CHOREA ANTIQUA, dziękuję jego założycielce Marii Czerwińskiej, dziękuję też Chludowianom – dodał, a goście odpowiedzieli mu gromkimi brawami.
Trzeba bowiem wiedzieć, że zespół Chludowianie wraz ze swoim szefem Dariuszem Nowikiem również pojawił się na balu.

Powrót króla
Chludowianie wystąpili oczywiście w strojach ludowych, podczas gdy przebrani w szaty z osiemnastego stulecia goście tańczyli poloneza i menuety. Ci, którzy akurat odpoczywali pomiędzy kolejnymi tańcami kosztowali wybornego, staropolskiego jadła oraz produkowanych przez benedyktynów tradycyjnych nalewek, którymi częstował zaproszony również na bal ojciec Patryk Ostrzyżek.
Zabawa, która trwała do białego rana, była więc przednia, na samej zabawie jednak nie poprzestano – podczas balu zbierano też fundusze dla rodziny dotkniętej poważną chorobą genetyczną.
Spotkanie należy więc uznać za udane, tym bardziej, że był to pierwszy taki bal od 1938 roku – nie tylko w samym Biedrusku, ale w całej aglomeracji poznańskiej. Pierwszy, ale najpewniej nie ostatni. Gospodarze obiektu mają bowiem zamiar nadal popularyzować w ten sposób dawną kulturę polską, ale także zachodnioeuropejską.
Dlaczego zachodnioeuropejską? Cóż, to właśnie na Zachodzie imprezy tego typu odbywają się od lat. Europa Zachodnia, którą ominęło bolesne doświadczenie komunizmu, zachowała historyczną ciągłość z dawnymi czasami. Dlatego nawet tam, gdzie dziś mamy republikę, są ludzie, którzy pielęgnują pamięć o minionej, lecz przecież pełnej chwały epoce królów. Dobrze, że dziś tacy ludzie są również i w Polsce. Nasza gazeta z pewnością będzie ich poczynaniom kibicować.

Krzysztof Ulanowski