Pogadane…, nakręcone…, wyśpiewane…

Siedzimy w gabinecie na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM. Moja rozmówczyni trzyma kubek z herbatą i życzliwie się znad niego uśmiecha. Co chwila dzwoni telefon, ktoś puka do drzwi, wchodzi, wychodzi. Cały czas coś się dzieje. Jak w życiu doktor Dominiki Narożnej, która opowiada o karierze telewizyjnej, „zasadzie: 5 lat” i o tym, czy śpiewa pod prysznicem.

Jest Pani pracownikiem naukowym, do niedawna aktywną zawodowo dziennikarką, specem od mediów i prawa prasowego. Ma Pani szerokie zainteresowania. Myśli Pani o sobie jako doktor Narożnej, pani redaktor czy może jako po prostu o Dominice?
To pytanie właściwie od razu zawiera w sobie odpowiedź. Nie myślę o sobie przez pryzmat tego, co robię, ale jakim jestem człowiekiem. Wprawdzie mówią o mnie „wielofakultetowa”, bo skończyłam kilka kierunków studiów oraz Master of Business Administration (MBA), studia podyplomowe z zakresu public relations, czy obroniłam doktorat. Jednak patrzę na siebie przez pryzmat człowieczeństwa. Najważniejsze dla mnie są relacje z innymi ludźmi. Staram się żyć tak, by nie szkodzić innym.
W życiu zawodowym jest Pani łatwiej rozczarować kogoś czy siebie?
Odpowiem w taki sposób: zawodowo łatwo się rozczarowuję. Stawiam zarówno sobie bardzo dużo celów, a