Nasze życie jest bezcenne

– z aspirantem Robertem Wójcikiem rozmawiamy o (zdroworozsądkowych) zasadach bezpieczeństwa i byciu policjantem 24/7

Dlaczego wstąpił Pan do policji?
Robert Wójcik: Oczywiście będąc chłopcem marzyłem o mundurze (śmiech). Gdy ukończyłem studia na Wydziale Nauk Społecznych na UAM, okazało się, że o pracę dla „humanistów” nie jest łatwo. Wówczas pomyślałem o policji. Po rozmowie kwalifikacyjnej i pozytywnym przejściu wszystkich egzaminów (m.in. z wiedzy ogólnej, rozmowy z psychologiem, testów sprawnościowych) zostałem przyjęty.
Co Pan lubi w swojej pracy?
R.W.: Zmienność, nieprzewidywalność – to, że każdy dzień jest inny. Są pewne stałe zadania (m.in. realizacja wywiadów i przesłuchań zleconych przez sąd czy prokuraturę), ale – ze względu na to, że Suchy Las jest stosunkowo małą jednostką – jako dzielnicowy „obsługiwałem” również wszystkie bieżące zdarzenia. Od zakłóceń ciszy, przez kradzieże samochodów i włamania, po śmiertelne wypadki. Wielokrotnie trzeba porzucić zaplanowane zadania, by zareagować na to, co w danej chwili się dzieje.
Co Pana najbardziej irytuje w pracy policjanta?
R.W.: Jako optymistę i osobę pozytywnie nastawioną do życia, trudno mnie zirytować albo wyprowadzić z równowagi (śmiech). Rozpoczynając pracę w policji miałem oczywiście pewne wyobrażenia i oczekiwania. Sądziłem, że większy nacisk będzie położony na sprawność fizyczną, że będziemy mieli wiele obowiązkowych szkoleń. Moim zdaniem jest ich zbyt mało. Zawsze lubiłem wysiłek fizyczny, przez kilka lat trenowałem wspinaczkę i judo. Być może właśnie dlatego brakuje mi zajęć „kondycyjnych” w ramach służby. Ponadto mnie i moim kolegom przeszkadza, że nasza służba jest często niedoceniana i nieszanowana przez społeczeństwo oraz polityków, a codzienną ciężką służbę często traktuje się stereotypowo.
Nie tyle irytujące, ale obciążające psychicznie są sytuacje wymagające użycia broni. Policjant ma na podjęcie decyzji – która może zaważyć na czyimś i jego życiu – zaledwie kilka-kilkanaście sekund. A prokuratura czy sąd mogą miesiącami rozważać, czy to było zasadne użycie broni czy też nie. Miałem taką sytuację na terenie gminy, gdy jeden z mieszkańców wyszedł nam „na powitanie” z siekierą w ręce. Gdyby było to bezpośrednie zagrożenie życia, mogłem oddać strzał. Akurat w tej sytuacji wystarczyło wycofanie się i wezwanie do porzucenia narzędzia, poparte groźbą użycia broni. Ale adrenalina skacze człowiekowi w ułamku sekundy. Broń jest środkiem ostatecznym i nieodwracalnym, należy więc postępować z nią rozważnie.
Podczas pełnienia obowiązków służbowych spotykam się czasem z nieodpowiedzialnym zachowaniem kierowców, nie tyle może irytującym, co szkodliwym i niebezpiecznym. Mówię tu o przewożeniu dzieci bez fotelików. To nie tylko obowiązek prawny, ale także podstawowy wymóg zdrowego rozsądku. A osoby poruszające się autami służbowymi często nie umieszczają w nich fotelików. Bo albo pracodawca mógłby się doczepić, albo nie wypada jechać z fotelikiem po towar lub do klientów. Wydaje się nam czasem, że na krótkim odcinku drogi, np. między domem a przedszkolem, nic się nie może wydarzyć. A jest wręcz przeciwnie: statystyki wskazują, że najwięcej wypadków i kolizji zdarza się w obrębie naszego miejsca zamieszkania. Gdy dobrze znamy okolice i jesteśmy pewni naszej jazdy, pozwalamy sobie na większą prędkość. Wtedy możemy łatwo zderzyć się z kimś, kto czuje się równie pewnie, spieszy się lub nie ustąpił nam pierwszeństwa, bo nie zauważył znaku. A dziecko bez fotelika może doznać poważnych obrażeń. W takiej sytuacji mandat naprawdę jest najmniejszą dolegliwością. To my będziemy do końca życia żyli ze świadomością, że bezmyślnie naraziliśmy nasze dziecko na cierpienie, kalectwo, a nawet śmierć.
Co w pracy policyjnej okazało się dla Pana największym zaskoczeniem?
R.W.: Chyba ogrom biurokracji. Wiedziałem, że można się tego spodziewać, bo dokumentowanie wykonywanych czynności jest bardzo ważne. Natomiast nie sądziłem, że aż tak dużo czasu będę spędzał za biurkiem. Zdarza się, że proporcje czasowe akcja/dokumentacja wynoszą nawet 50/50. Zaskoczyło mnie również to, że w tak małej jednostce, jaką jest Suchy Las, jest nieźle ze sprzętem. Nie było nigdy kłopotu ze środkami transportu, często było „pod ręką” nawet więcej radiowozów niż policjantów mogących z nich korzystać. To bardzo pozytywne zaskoczenie!
Z jakimi sprawami najczęściej miał Pan do czynienia podczas pełnienia służbowych obowiązków?
R.W.: Jako dzielnicowy najczęściej realizowałem wspomniane wcześniej wywiady i przesłuchania na zlecenie sądu, prokuratury lub innych jednostek policji – czyli spotykałem się i rozmawiałem ze świadkiem, pokrzywdzonym czy też sprawcą jakiegoś zdarzenia. Byłem zatem na „pierwszej linii” kontaktu z obywatelem. Często interweniowałem w sytuacjach zakłócania ciszy nocnej, szczególnie w święta czy weekendy. Zdarzały się stłuczki lub uszkodzenia pojazdów, najczęściej na parkingach przed basenem czy marketami. Kierowcy nieprawidłowo parkują, nieostrożnie wyjeżdżając zarysowują stojący obok pojazd. Sprawa trafia do policji, gdy taki delikwent ucieka z miejsca zdarzenia. Jeśli jesteśmy sprawcą takiego przerysowania – a parkingi są ciasne, każdemu może się to zdarzyć – zostawmy za wycieraczką uszkodzonego auta karteczkę z informacją „Przepraszam, zarysowałem Państwa samochód”, ze swoim nazwiskiem i numerem kontaktowym. Można wtedy w neutralnym miejscu, bez niepotrzebnych nerwów, sporządzić oświadczenie dla ubezpieczyciela i na tym zakończyć sprawę. Jeśli liczymy na to, że nam się upiecze i ukradkiem odjeżdżamy – musimy pamiętać o tym, że za spowodowanie kolizji i ucieczkę z miejsca zdarzenia grozi nam sprawa o wykroczenie. Sklepy często instalują kamery na parkingach, więc można łatwo „wpaść” na nagraniach z monitoringu. Poza tym zwykle nie brakuje świadków, którzy robią zdjęcia odjeżdżającemu sprawcy. Ludzie mają świadomość, że oni również mogą zostać pokrzywdzeni w takiej sytuacji i po prostu nie akceptują takiego zachowania. Co ciekawe, uciekającymi sprawcami okazywały się bardzo różne osoby: od sprzedawcy, przez nastolatków, po lekarza. Bądźmy rozsądni: wszyscy ubezpieczamy nasze samochody, a ewentualna utrata (w ogóle lub w niewielkim stopniu) zniżek bardziej się nam opłaci niż wysoki mandat i punkty karne.
Sporo spraw dotyczyło również przestępczości komputerowej (oszustw internetowych) oraz przestępczości gospodarczej. Zdarza się również kilkanaście kradzieży aut rocznie i pojedyncze włamania do domów. Ale to naprawdę znikome ilości. Przestępstw najbardziej dotkliwych, przeciwko życiu i zdrowiu, które burzą nasze poczucie bezpieczeństwa, czyli rozbojów, kradzieży rozbójniczych czy pobić, praktycznie nie było. Mieszkańcy Suchego Lasu mogą zatem czuć się bezpiecznie.
Najciekawsze sprawa, z jaką się Pan dotąd zetknął?
R.W.: Trudno mówić o najciekawszej, podczas 12 lat pracy w policji zetknąłem się z różnymi sytuacjami. Zdarzały się zatrzymania na gorącym uczynku sprawców kradzieży samochodowych czy włamań do mieszkań. Były pościgi za złodziejami, takie jak w filmach kryminalnych (śmiech).Takie „parazawodowe” akcje zdarzają mi się także poza służbą. Mówi się, że policjantem jest się 24 godziny na dobę i coś w tym jest. Kiedyś, wracając do domu z zakupami, zauważyłem wybiegającego ze sklepu złodzieja z alkoholem pod pachą i goniącego go ochroniarza. Podjąłem pościg i zatrzymałem sprawcę, karanego już wcześniej za kradzieże, pobicia i rozboje. Udzielałem również – „po godzinach” – pomocy ofiarom wypadków. I tu mały apel do kierowców: nie bójmy się podjąć akcji ratunkowej przed przybyciem karetki. Ratownicy medyczni mówią, że nawet gdy podczas akcji reanimacyjnej naciśniemy zbyt mocno i komuś pęknie żebro, będzie to na pewno o wiele mniejszym złem niż pozostawienie poszkodowanego bez pomocy.
Zdarzają mi się także śmieszne sytuacje znane z filmów komediowych typu „Akademia Policyjna”: kotek, który nie może zejść z drzewa etc. Czy zgłaszanie do nas, zamiast do służb energetycznych, informacji o przerwach w dostawie prądu. Wtedy z całym spokojem udzielamy informacji o numerze alarmowym pogotowia elektrycznego. Jesteśmy zawsze zwarci i gotowi, niewiele może nas zaskoczyć! (śmiech)
Za co ceni Pan swoich – byłych już – kolegów i komendanta z sucholeskiego komisariatu?
R.W.: Przełożony zawsze był gotów do rozmowy i udzielenia wskazówek, gdy miałem jakiekolwiek wątpliwości. Wiadomo, że na policjancie, który znajduje się na miejscu zdarzenia ciąży największa odpowiedzialność, bo to on bezpośrednio podejmuje decyzje. Ale w każdej chwili mogłem skontaktować się i skonsultować z komendantem. Jest on też człowiekiem – potocznie mówiąc – bardzo „ludzkim”, a nie sztywnym służbistą. Zawsze doceniał nasze osiągnięcia, a jak trzeba – potrafił przeprowadzić poważną rozmowę. Również relacje z kolegami bazowały na pełnym zaufaniu, wiedzy, że możemy liczyć na siebie w każdej sytuacji. Pracując razem z nimi czułem się bezpiecznie. Praca policjantów na patrolu opiera się przecież na wzajemnej asekuracji, bez tego trudne interwencje niejednokrotnie mogłyby się źle skończyć.
Pana ulubiony film/ serial kryminalny to…
R.W.: Seriale zagraniczne, które niejednokrotnie denerwują moich kolegów, bazują na nowoczesnych rozwiązaniach, do których jeszcze nam daleko. Być może w większych jednostkach i sprawach dużego kalibru wykorzystujemy już w Polsce niektóre takie technologie, ale nie jest to nasza codzienność. Bliżej nam do „Ojca Mateusza” (śmiech) i ten serial czasem sobie oglądam dla relaksu.
Codzienne spotkania z mieszkańcami Suchego Lasu…
R.W.: …to był dla mnie przyjemny aspekt pracy w policji. W Suchym Lesie odbiór policji zawsze był pozytywny, raczej nie spotykałem się z nieprzyjemnymi reakcjami. Łatwiej jest poznawać i rozwiązywać problemy, rozmawiając z kimś twarzą w twarz.
W wolnym czasie…
R.W.: …stawiam na rodzinę. Staram się poświęcić żonie i dwójce dzieci jak najwięcej czasu. Lubię również wybrać się na basen, przeczytać dobrą książkę (najchętniej z gatunku fantasy), pograć w bilard. Swego czasu grywałem w lidze poznańskiej, znalazłem się nawet w ogólnopolskim rankingu. To pozwala mi się doskonale „zresetować”, oczyścić umysł z bieżących problemów.
Nie wyobrażam sobie dnia bez…
R.W.: …komputera i kawy – koniecznie latte, z dużą ilością mleka. Komputer – jako forma relaksu – pozwala mi włączyć się w rozgrywki sieciowe, np. gier przygodowych, RPG. W głębi duszy każdy facet jest przecież małym chłopcem (śmiech).
Mój ulubiony gadżet techniczny to…
…komputer i telefon. Staram się jednak od nich nie uzależniać. Wybierając się np. na działkę, świadomie odcinam się od wszystkich technologii. To dla mnie czas relaksu, potrzebny do zachowania zdrowej równowagi.

Chciałbym zachęcić mieszkańców Suchego Lasu do włączenia się do ogólnopolskiej akcji noszenia odblasków na drodze. Jest to obowiązek każdego pieszego, poruszającego się po zmroku, poza obszarem zabudowanym. Gmina Suchy Las ma wiele takich odcinków pomiędzy miejscowościami. Jest to o tyle ważne, że droga hamowania pojazdu jadącego w terenie niezabudowanym z prędkością ok. 90 km/h wynosi ok. 90 m. Natomiast człowieka w ciemnym ubraniu widzimy na drodze z odległości ok. 30 m. Łatwo sobie zatem wyobrazić, że nie zdążymy zareagować. Droga hamowania auta poruszającego się z prędkością ok. 40 km/h wynosi ok. 40 m. Nawet tak niewielka prędkość może okazać się zabójcza, gdy zobaczymy pieszego w ostatniej chwili. Również rowerzyści powinni zaopatrzyć się np. w odblaskowe kamizelki. Mając na sobie element odblaskowy jesteśmy widoczni z odległości ok. 100-300 m.
A to zasadnicza różnica. Różnica, która może uratować życie.

Rozmawiała Karolina Bańka

Aspirant Robert Wójcik pracował w sucholeskim komisariacie w latach 2008 – 2015, najpierw jako dzielnicowy Golęczewa, Chludowa, Zielątkowa i Złotkowa, później – Suchego Lasu.  Obecnie pracuje w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.