Słońce i piach nie zatrzymają dobrego kolarza

Rok temu zawodnicy Bike Cross Gogol Maraton MTB ścigali się w czasie deszczu, pokonując zwały błota. W tym roku musieli zmagać się z upałem, wdychać kurz i brnąć przez piachy.

Niektórzy rowerzyści górscy zresztą wolą takie warunki i docierają do mety szybciej, kiedy nie muszą walczyć z błotem i ulewą. Wysokie temperatury im nie przeszkadzają.

Pochwała słońca
– Dziś jest piękna pogoda, lajtowo, trasa była fajna, a bez błota jechało się o wiele przyjemniej – chwali Adam Begier. – W ubiegłym roku wręcz brodziliśmy w błocie.
Przypomnijmy, że Adam Begier to właściciel firmy BGR.
– Zarówno BGR, jak i inne zaprzyjaźnione formy żyją sportem i sport wspierają – podkreśla pan Adam. – Sport to nasze hobby. Na dzisiejszych zawodach firmę reprezentuje aż czterech kolarzy, to mocny team!
– Ja też wolę, kiedy jest sucho – mówi tymczasem Łukasz Grzelachowski. – Trasa szybka, choć mój wynik mógł być lepszy. Nie trzeba było odpuszczać na treningach – ocenia z uśmiechem.
– Sucho, bardzo sucho, ale ciekawie – ocenia Szymon Matuszak. – Ja mogę jechać w każdych warunkach, zarówno przez błoto, jak i piachy – deklaruje.
– Suchy Las jest wreszcie suchy – żartuje red. Piotr Kurek, który prowadził imprezę. – Kolarze górscy na ogół są przyzwyczajeni do zmagania się z błotem. Ale jazda przez poligon nigdy nie jest łatwa, z uwagi na nierówności. Na szczęście dziś jest odrobinę mniej gorąco niż w ostatnich dniach, a i lekki wiaterek troszkę chłodzi. Pogodę można uznać za sprzyjającą.
Kolarze chwalili słońce, tym niemniej punkt odżywczy dla wielu stanowił okazję nie tylko do tego, żeby orzeźwić się pochłaniając owoce, ale także do tego, by ochłodzić rozgrzaną głowę polewając ją wodą.

Zapomniana kałuża
A skoro o wodzie, niektórych zaskoczyła jednak jedyna kałuża, jaka pozostała na leśnym odcinku trasy. Pagórki na poligonie nie były już żadną niespodzianką. To przecież dla pięknej, urozmaiconej trasy przyjeżdża do Suchego Lasu cała praktycznie rowerowa Wielkopolska. Choć zawodnicy chwalą też miłą, przyjazną atmosferę.
– Czy słońce, czy deszcz, uczestnicy pojawiają się na mecie uśmiechnięci – zaznacza organizator zawodów Wojciech Gogolewski.
– Trudne do przejechania odcinki są tradycją sucholeskich zawodów – dodaje red. Piotr Kurek, prowadzący imprezę.
– Teren jest zróżnicowany i to stanowi plus sucholeskich zawodów – kiwa głową rowerzysta, który na zawody przyjechał z Murowanej Gośliny.
– Trasa jest wymagająca technicznie – nie ma wątpliwości Mirosław Stencel, doświadczony kolarz z Biedruska, członek drużyny JakśBud Team.
– Fajna trasa, choć rzeczywiście trudna technicznie – zgadza się Krzysztof Pryciński, także doświadczony rowerzysta. – Owszem, trochę się trzeba było pomęczyć, ale jestem zadowolony z zawodów. Startowałem z ostatniego sektora, a połowę zawodników udało mi się wyprzedzić. Na asfalcie wyciskałem do 47 km/godz. To był mój pierwszy start w sezonie, bo w tym roku nastawiłem się na biegi, na górskie ultramaratony.

Pułapki na kolarzy
Nierówności, o których wyżej była mowa, mogły stać się dla nie dość ostrożnego kolarza niebezpieczną pułapką. Wysychająca woda i błoto tu i ówdzie pozostawiły po sobie głębokie koleiny w stwardniałej ziemi. A to groziło wywrotką.
– Mnie się jechało lepiej niż w zeszłym roku, jednak mój znajomy przewrócił się i złamał rękę – mówi Adrian Prymowicz, który w Suchym Lesie startował już po raz drugi.
Także Krzysztof Borkowski startował u nas po raz drugi.
– W zeszłym roku było mokro, a teraz sucho – mówi. – Dla mnie to bez znaczenia, każde warunki trzeba przeżyć – deklaruje.
Niektórzy mają swoje sposoby na przeżycie. Na przykład Filip Kaczanowski wziął ze sobą dwa bidony: z piciem i zimną wodą do polewania.
– I chyba pomogło – uśmiecha się do nas. – Nie sprawdzałem jeszcze wyników, ale wszystko wskazuje na to, że nie będzie źle.
Dwa starty to wciąż nie tak dużo. Inny kolarz, Tadeusz Kłos, po raz pierwszy pojawił się na sucholeskich zawodach w okolicach 2008 r. Czyli przyjeżdża do nas od dekady.
– Uczciwie trzeba jednak powiedzieć, że nie startowałem każdego roku – zastrzega pan Tadeusz. – Uprawiam najróżniejsze dziedziny sportu, nie tylko kolarstwo. Razem z zięciem np. biegamy maratony.
W zawodach MTB Tadeusz Kłos wystartował na trasie Mini.
– Jak na mój wiek, to wystarczy – śmieje się kolarz. – Jestem bardzo zadowolony z zawodów, trasa ciekawa, pogoda piękna, a i frekwencja dopisała.

Najlepsi z najlepszych
Start i meta zawodów MTB tradycyjnie mieściły się przy pętli autobusowej na ulicy Bogusławskiego w Suchym Lesie, zaś zawodnicy tradycyjnie mogli wybrać trasę Mega (50 km) lub Mini 34 km). Dłuższą trasę ukończyło 53 zawodników, a krótszą 252.
Najszybszym zawodnikiem na trasie Mega okazał się 21-letni Mateusz Mróz z Czapur, z drużyny Mróz Rowery Team. Mateusz jest byłym kolarzem szosowym i byłym reprezentantem Polski. Jak się okazało, dobrze radzi sobie też w terenie, jako że pięćdziesięciokilometrową trasę pokonał w godzinę, 45 minut i 19 sekund. Na dobry wynik zapracował ciężko – w ramach treningów przejeżdża nawet do tysiąca kilometrów miesięcznie.
– Nawet w Wigilię czy sylwestra mogę spotkać pana Mateusza na trasie wokół Strzeszynka – chwali prowadzący Piotr Kurek.
– Dlaczego wybrałem rower? Przypadek – odpowiada na nasze pytanie Mateusz Mróz. – Nauczyciel wuefu zabrał nas na wyścigi i tak się zaczęło. W Suchym Lesie startuję już chyba czwarty czy piąty raz. W tym roku jechało się szybciej, bo nie było błota. Mimo wszystko trasa dała popalić.
Najszybszą kobietą na trasie Mega okazała się Marta Gogolewska z Wągrowca, z drużyny Merx Team, która na pokonanie 50 km wertepów potrzebowała dwóch godzin i dwóch minut.
– Rower towarzyszył mi od zawsze, a wkręcił mnie w to wujek, Wojciech Gogolewski – uśmiecha się Marta, która dodaje, że jej największym osiągnięciem było ubiegłoroczne wicemistrzostwo świata we Francji. Zawodnicy ścigali się wtedy 90 km na szosie.
Na trasie Mini najlepszy okazał się Piotr Marciniak z Poznania, z drużyny EuroBike Kaczmarek Electric Team, któremu pokonanie 34 km zajęło godzinę, 12 minut i 11 sekund.
– Na trasie dużo piasku – mówi nam na mecie zwycięzca. – Mimo wszystko wolę jechać przez błoto, jest ciekawiej – dodaje.
Najszybszą kobietą była Joanna Połuch z Poznania, z Drużyny JakśBud Biedrusko, która wpadła na metę po godzinie, 29 minutach i 22 sekundach.
– Trasa bardzo fajna, choć to Wielkopolska, a nie góry – uśmiecha się na mecie Joanna. – Niby stosunkowo płaska, ale naprawdę jest co robić.
Pytamy ją plany sportowe na przyszłość.
– Ja teraz odpoczywam, ale moja drużyna startuje w Pobiedziskach – odpowiada.

Wsparcie sponsorów
Zawodnicy mogli liczyć na wsparcie ze strony lokalnych firm Chiromed Centrum Terapii Kręgosłupa i Masażu oraz salonu Vitalclinica.
– Z usług fizjoterapeutów firmy Chiromed korzystam w czasie przygotowań do startu – chwali Krzysztof Pryciński. – Z kolei w Vitalclinice kupuję zestawy witaminowe i suplementy.
– Dodajmy jednak, że zawodnikami zajmujemy się nie tylko przed startem, ale i zaraz po zakończeniu maratonu – podkreśla w rozmowie z nami doktor Michał Dybek. – W czasie zawodów tracimy przecież elektrolity, witaminy, a chodzi o to, żeby kolarz mógł wystartować w kolejnych zawodach bez ryzyka kontuzji. A te kolejne zawody mogą się przecież zaczynać nawet za kilka dni.
Sponsorem zawodów była też firma BGR.
– Właściwie sponsorem był kombinat: BGR, Złotniki Park, Akademos, Chiromed i Vitalclinica – z uśmiechem wylicza Monika Skrzypczak z firmy BGR. – Promujemy się wzajemnie, no i oczywiście wspieramy sport. Sama biegam i jeżdżę na rowerze – podkreśla.
Obecny podczas imprezy wójt Grzegorz Wojtera podkreślał, że nasza gmina jest rowerzystą przyjazna. Mniej więcej w tym samym czasie odbyły się przecież zawody MTP, otwarto drogę rowerową i dwie trasy pumptrack.

Krzysztof Ulanowski