Upleść wianek nie jest łatwo

Wianki odbywają się w Golęczewie od pięciu lat. W tym roku pogoda niespecjalnie sprzyjała organizatorom i uczestnikom. Wiał zimny wiatr, a ciemne chmury zapowiadały deszcz. Do tego w telewizji mecze…

Pomimo to imprezę trzeba uznać za udaną. Tym razem urządzono ją w stylu średniego i późnego PRL-u. Częścią dekoracji są więc zabytkowe, ustrojone kwiatami traktory i skutery. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku festyn odbywał się w klimacie country. Pomysłów więc nie brakuje.

Z pomocą przyjaciół
– Wianki odbywają się u nas od pięciu lat, głównym organizatorem jest Koło Gospodyń Wiejskich, których wspomaga Rada Sołecka, OSP, a także rodziny i inni mieszkańcy – informuje sołtys Golęczewa Przemysław Majkowski. – Mieszka u nas ok. 1200 osób, z czego ok. 300 pojawia się na festynie. Ale przyjeżdżają też ludzie z innych miejscowości, z Zielątkowa, Chludowa, Rokietnicy, Suchego Lasu, a nawet z Poznania.
Mieszkańcy sąsiednich wsi nie tylko goszczą na imprezie, ale także pomagają ją przygotować. Np. Zielątkowo dostarczyło namiot i ławy. Miejsca do siedzenia są o tyle ważne, że impreza trwa zawsze kilka godzin. Program jest bowiem bogaty.
Kiedy pojawiamy się w Golęczewie, natrafiamy na Arletę i Grzegorza Słowińskich ze Złotnik Osiedla stojących przy stoisku z kwiatami. Pani Arleta akurat kończy pleść wianek.
– Zajęło mi to jakieś pół godziny – mówi nam. – Nie jest łatwo, tym bardziej, że po niedawnych upałach kwiaty są lekko przesuszone.
– Ja sobie poradziłam w 10 minut – wtrąca radna Agnieszka Targońska. – Ale ja już miałam do dyspozycji nici – uśmiecha się.
Tymczasem do mikrofonu już podchodzi wójt Grzegorz Wojtera, który wita uczestników imprezy:
– Dziękuję wam za zaproszenie, a także za to, że chce wam się tworzyć lokalne radości – przemówił poetycko. – Niech się pogoda utrzyma, niech nie pada, niech będzie wesoło – zakończył.
Poza wójtem Wojterą na Wiankach pojawił się też jego zastępca Marcin Buliński.
– Pierwszy raz jestem na golęczewskich Wiankach – przyznał się nam. – Aż mi było trochę wstyd. Cieszę się, że w końcu dotarłem, bo klimat fajnie, no i jest to impreza, którą przygotowują sami mieszkańcy. Przyjechałem z córką, która też doskonale się bawi.

Kwiat paproci
W Golęczewie pojawiło się także wielu gminnych radnych, a w tym m.in. przewodniczący klubu Gmina Razem Michał Przybylski z żoną Alicją, wspomniana wyżej radna Agnieszka Targońska, a także radny Maciej Jankowiak. Ten ostatni udziela się także w klubie Red Box, który w ramach Wianków zorganizował turniej piłki nożnej dla dzieci (w wieku 5-9 lat). Piszemy „dzieci”, a nie „chłopcy”, bo piłkę kopały także dziewczynki.
– To doświadczone piłkarki, które nie od dziś grają w naszej akademii – chwali trener Karol Zdunek.
– Zależało nam na fajnej, sportowej atmosferze, dlatego medal dostał każdy piłkarz, a puchar każda drużyna – dodaje Maciej Jankowiak. – Uważam, że atmosfera rywalizacji nie pasowałaby do tej imprezy.
Choć bowiem pan radny po raz pierwszy zorganizował turniej piłkarski w czasie golęczewskich Wianków, bywał na tej imprezie jako zwykły uczestnik. I zawsze był pod wrażeniem dobrej organizacji.
– Chętnie pojawię się tu za rok i znów zorganizuję turniej – deklaruje.
Rywalizacja jednak na Wiankach była, choć może niekoniecznie piłkarska. Uczestnicy zabawy szukali kwiatów paproci (organizatorki poukrywały w różnych zakamarkach 10 fioletowych kwiatków na łodyżce), a także piekli baby. Wypieki oceniał piekarz Piotr Koperski, a pomagały mu w tym Magdalena Przystałowska i Kamila Szlęzak.
– Wszystkie babki były na bardzo zbliżonym poziomie, różnice punktowe były wyjątkowo niewielkie – ocenił mistrz. – Na szczęście nie musiałem dokonywać wyborów sam – uśmiechnął się.
Pierwsze miejsce zajęła 14-letnia Weronika Blaszka z Golęczewa, drugie ex aequo Paulina Kaźmierska i Krystyna Gacałek z Golęczewa, a trzecie miejsce sołtys Halina Gramsch z Chludowa.
– Panią Weronikę zapraszam do mnie do pracy, ale dopiero za trzy lata – skłonił się zwyciężczyni Piotr Koperski.

Trzymali sznur
Ponieważ impreza odbywała się w klimatach peerelowskich, nie zabrakło też konkursu na wyżymanie (w blaszanej wanience!) i rozwieszanie pieluch. Sznurek trzymali obaj wójtowie, a do rywalizacji zaproszono m.in. Alicję Przybylską, żonę radnego Michała Przybylskiego. Wszystkie uczestniczki konkursu dostały w nagrodę proszek Ixi.
– Konkurs nie był łatwy, choć wójtowie sznurek trzymali idealnie – oceniła potem pani Alicja.
– Muszą się przecież przygotować na pranie – śmiał się przewodniczący Grzegorz Słowiński.
Taki przedwyborczy żart.
Innym peerelowskim akcentem było stoisko z jedzeniem.
– W ubiegłym roku mieliśmy hamburgery, bo country – przypomina Małgorzata Stańko z Koła Gospodyń Wiejskich, golęczewianka od urodzenia. – Teraz mamy PRL, więc częstujemy zupą ogórkową, wiejską pajdą chleba i kiełbasą z cebulą.
Tymczasem na scenę wkraczają Chludowianie w strojach ludowych z Rzeszowszczyzny. Nie tylko dają pokaz tańca, ale i zapraszają do wspólnej zabawy publiczność. Zaprosić się dali zarówno wójt Grzegorz Wojtera, jak i radny Michał Przybylski. Walka jest zażarta, bo ten, kto zostanie bez partnerki, musi zatańczyć ze… szczotką. Na tyle zażarta, że w pewnym momencie wójt wpadaw ramiona nie tancerki, lecz tancerza. Po ułamku sekundy obaj panowie od siebie odskakują.
Po Chludowianach na scenę wszedł chór „Dębowy Liść”, który zaserwował wiązankę przebojów z lat 60. Są więc „Kwiaty we włosach” Krzysztofa Klenczona, „Chłopak z gitarą” Karin Stanek, „Marina, Marina” Francesca Napoli’ego czy „Walentyna Twist” Filipinek.
Wieczorem tradycyjnie odbył się barwny przemarsz, a potem spławianie wianków w stawie.

Krzysztof Ulanowski