Już jako uczennica zbierała zioła na łące

Z Katarzyną Kamińską, właścicielką „Zielarni Sucholeskiej”, rozmawiamy o ziołach, grzybach, książkach, a także chińskiej i tybetańskiej medycynie.

– Zielarnia mieści się przy Starej Drodze, na wysokości Nowego Rynku. Chyba od dość niedawna?
– Lokal wynajęłam już w styczniu br., ale sklep otworzyłam dopiero 7 maja. Te kilka miesięcy poświęciłam na porządne przygotowania. Jest to sklep zielarsko-medyczny więc potrzebne były specjalne pozwolenia na jego otwarcie. Starałam się także, żeby mieszkańcy gminy mogli przeczytać o „Zielarni Sucholeskiej” na ulotkach reklamowych, ale także usłyszeć o niej od swoich znajomych czy sąsiadów. Zaowocowało to tym, że nasi klienci są zadowoleni z asortymentu i obsługi, bo nie tylko wracają, ale także polecają nas innym. Doceniają, że ta zielarnia powstała, doceniają wiedzę i fachowość. A także zaangażowanie. Kiedy klient prosi mnie, żebym coś dla niego sprowadziła, zawsze sprowadzam o jedną sztukę więcej. Bo ktoś inny może zapytać. I najczęściej tak właśnie się dzieje, więc można powiedzieć że asortyment jest tworzony na bieżąco również przez samych klientów.
– Musi Pani lubić swoją pracę.
– Już od dziecka interesowałam się roślinami i medycyną. W szkole podstawowej chodziłam na łąkę i zbierałam tam ziołowe bukiety. W szkole średniej zabierałam na wycieczki zawsze dwie torby: jedną z rzeczami osobistymi, a drugą z lekami i ziołami. Jak ktoś zachorował, to wiedział gdzie szukać pomocy.
– A po maturze zapewne poszła Pani na farmację? Na tych studiach trzeba przecież przygotować zielnik.
– Od farmaceutycznych pigułek zawsze bardziej interesowała mnie natura i jej siła uzdrawiania, więc poszłam na Uniwersytet Przyrodniczy. I nie żałowałam, bo dowiedziałam się tam bardzo wielu pożytecznych rzeczy o najróżniejszych roślinach. Tam nie jeden raz a kilka trzeba było zebrać rośliny i zrobić zielnik…
– Domyślam się jednak, że po ukończeniu studiów rolniczych nadal pogłębiała Pani swoją wiedzę o roślinach?
– Nie odpuściłam. I tak skończyłam również studia podyplomowe na Uniwersytecie Medycznym. Uzyskałam zawód fitoterapeuty. Teraz mam komplet wiedzy o ziołach i roślinach uprawnych. Ciągle jednak mam głód wiedzy. Od roku studiuję zaocznie medycynę chińską w Gdańsku. Jest to medycyna, która istnieje od kilku tysięcy lat i z powodzeniem leczy nawet najtrudniejsze dolegliwości. Poza tym jestem certyfikowanym hipnoterapeutą. W przypadku choroby preferuję holistyczne podejście. Szukanie przyczyny, a nie leczenie już skutków i następstw. Uważam również, że choroba przeważnie zaczyna się w głowie. Tam emocje robią swoje.
– Praktykuje pani jako fitoterapeutka w naszej gminie?
–Jeszcze nie mam gabinetu w Suchym Lesie. W przyszłości planuję jednak go otworzyć, aby pomagać chorym w kompleksowy sposób.
– Od razu zapytam, czy jest Pani mieszkanką Suchego Lasu?
– Mieszkam po sąsiedzku, na Radojewie, ale czuję się związana z Suchym Lasem. Zarówno sucholescy klienci, jak i handlowcy ze Starej Drogi i Nowego Rynku przyjęli mnie tu przyjaźnie, z otwartymi rękoma. Również właścicielka lokalu, pani Dorota, okazała wielkie wsparcie i życzliwość dla pomysłu stworzenia „Zielarni Sucholeskiej”. Poza tym moje dziecko chodzi tu do przedszkola, do „Piracików” i od zawsze mi się tutaj podobało.
– Wróćmy do Pani planów na przyszłość…
– Ta przyszłość to niesienie ulgi ludziom z różnymi dolegliwościami poprzez ziołolecznictwo, dietoterapię, medycynę chińską i tybetańską. Już współpracuję z Dagmarą Bogucką, która jest dietetykiem klinicznym. Ma ona dużą wiedzę i wzajemnie się uzupełniamy. Myślę, że ten zespół pasjonatów naturalnych sposobów leczenia będzie się systematycznie powiększał.
– Nie marnuje Pani czasu.
– Na tym nie koniec, bo myślę również o darmowych warsztatach zielarskich, takich spotkaniach po godzinach. Żeby się ludzie mogli podzielić np. przepisem na naturalną pastę do zębów, taką z olejem kokosowym i miętowym olejkiem eterycznym. Wzbogacić swoją wiedzę z zakresu zdrowego odżywiania i wzmacniania odporności przed zimą.
– Wzbogaceniu wiedzy służą też zapewne książki, których u Pani nie brakuje.
– Tak, ale nie wszystkie są na sprzedaż.
– Jak to?
– Niektóre tylko klientom pożyczam. Zależy mi, żeby wiedza trafiła do wszystkich domów.
– No dobrze, rozmawiamy już dość długo, a jeszcze nie wspomnieliśmy o tym, co można kupić w „Zielarni Sucholeskiej”. Widzę, że nie tylko zioła.
– Przede wszystkim jednak zioła i preparaty ziołowe. Swoją drogą, nie widzi pan wszystkiego, bo większość ziół leczniczych jest schowana w szufladkach. Ważne jest, aby były przechowywane w zaciemnieniu oraz odpowiedniej temperaturze i wilgotności. Mam specjalne urządzenia, które to na bieżąco monitorują. Kupując zioła w sklepie spożywczym, nie mamy pewności w jakich warunkach były przechowywane, przez co mogą nie być pełnowartościowe. Mamy w asortymencie również naturalne kosmetyki i środki czystości, a od niedawna również certyfikowaną zdrową żywność. Wszystko w tzw. internetowych cenach, aby każdy mógł sobie na to pozwolić, nawet ten z mniej zasobnym portfelem.
– A skoro o sklepie spożywczym mowa, widzę tu też soki i herbaty.
– Tak, jest sok malinowy i z dzikiej róży, są herbaty ziołowe, herbata z liści poziomki, która dobrze wpływa na odporność. Można również skomponować własną herbatę z dostępnych u nas ziół, kwiatów i owoców.
– I olej z pestek dyni. Do sałatek?
– Dobrze, że pan zapytał, bo olej z pestek dyni polecany jest akurat na męskie sprawy. Z kolei na sprawy kobiece mamy owoc granatu i pieprzycę peruwiańską (macę).
– Na półkach znajdziemy nie tylko rośliny, ale i grzyby.
– Grzyby lecznicze to moja wielka pasja! Piszę o nich dla czasopisma „Harmonia”. A w zielarni oferujemy ich kilka, m.in. chagę. To grzyb rosnący na brzozie i pomagający w przypadku nawet najcięższych chorób.
– Macie w sprzedaży także suplementy diety.
– Owszem, oferujemy szeroki wachlarz suplementów z różnych znanych firm. Są zioła w tabletkach, algi, witaminy i minerały a także olejki eteryczne które m.in. skutecznie odstraszają komary i kleszcze.
– A jeśli komar zdąży już ugryźć?
– W przypadku ukąszenia owadów skuteczne są maści z wyciągami z żyworódki, aloesu czy konopi.

Rozmawiał Krzysztof Ulanowski