Hejże wilki, hejże hola!

Gratka dla miłośników przyrody – na terenie naszej gminy pojawiły się wilki. Największe szanse na spotkanie tego zwierzęcia mają osoby często przebywające w lesie, jak biegacze czy kijkarze. Niestety, szanse na to nie są bardzo duże, bo wilki unikają ludzi.

Nasz Czytelnik Jan Rataj sfotografował wilka na Poligonie Biedrusko.

Drżące ręce
Do niezwykłego spotkania doszło w okolicy dawnej wsi Chojnica, w samym środku dnia.
– Byłem ukryty w budynku, kiedy więc wilk wychynął z lasu, nie zauważył mnie. Inaczej by uciekł – relacjonuje pan Jan. – Byliśmy oddaleni od siebie o jakieś 80 m. Przypadkiem miałem przy sobie aparat fotograficzny, więc wyciągnąłem go. Nie otwierałem okna, żeby zwierzęcia nie spłoszyć, ale i tak drżały mi ręce. Niecodziennie spotyka się wilka!
Ręce drżały także z tego powodu, że fotograf się denerwował. Zwierzę było w ruchu i zdjęcie mogło się nie udać.
– Fotografowałem już wcześniej jelenie, ale wilka nigdy – wyznaje J. Rataj. – Owszem, kilka osób widziało już wilki na poligonie, ale bez dowodu w postaci zdjęcia nie do końca można było im wierzyć. Wilka przecież łatwo pomylić z psem…
Faktem jest jednak, że wilków od jakiegoś czasu przybywa, a stada dokonują ekspansji na kolejne tereny w Polsce. Ostatnio widziano je w okolicy Mostowa pod Koszalinem. Jeżeli zaś chodzi o okolice Poznania, już kilka lat temu fotopułapka sfotografowała wilka w Wielkopolskim Parku Narodowym.
– Populacja wokół Poznania zwiększyła się i część uważnych obserwatorów będzie miała szczęście wilka od czasu do czasu zobaczyć – komentuje poznański przyrodnik Krzysztof Mączkowski. – Mówię o szczęściu, bo wilk jest gatunkiem stroniącym od ludzi.

Szansa dla biegacza
Pewne szanse mają ludzie, którzy często przemierzają lasy: biegacze, rowerzyści, kijkarze. Czy powinni mieć się na baczności? Wszak w dzieciństwie większość z nas karmiono bajkami o Czerwonym Kapturku.
– W powojennej Polsce nie zanotowano ani jednego ataku wilka na człowieka – uspokaja Krzysztof Mączkowski. – Snucie domysłów, że niby istnieje taka możliwość, wynika z chęci polowania na te zwierzęta, a to z kolei z chorej gonitwy za trofeami.
– Akurat dziś biegłam leśnym duktem, skrajem poligonu – śmieje się Ewa Korek, sołtyska Złotnik Wsi, maratonka. – Nie boję się wilków, jestem przekonana, że gdyby doszło do spotkania, zwierzak szybko by czmychnął. A czy chciałabym takiego spotkania? Na pewno czułabym stres, bo w końcu to drapieżnik, dzikie zwierzę, ale byłaby to też swego rodzaju atrakcja – mówi z namysłem.
A jak wygląda sytuacja na wschodzie Polski, gdzie wilków od dawna jest o wiele więcej niż u nas, na zachodzie?
– Mieszkam w Janowie Lubelskim i trenuję w Lasach Janowskich – mówi maratończyk Paweł Wójtowicz. – Często widzę tam wilcze tropy. Kiedyś kolega zobaczył watahę przecinającą trasę, którą zazwyczaj biegam. Osobiście jednak wilka nie spotkałem i nie obawiam się ich. Spotkałem natomiast klępę z małym łosiem. Mam szczęście, że mnie nie zaatakowała!

Krzysztof Ulanowski