Nie tylko sowy w koszyku

Październikowa pogoda wręcz rozpieszczała, grzybów było w bród, a humorów nie zepsuła nawet nieoczekiwana przygoda. Wszyscy zbratali się przy ognisku.

I wreszcie się odbyło – Złotnickie Grzybobranie stało się faktem. W połowie września zaprzyjaźnione źródła podały, że w chodzieskich lasach są grzyby.
Wyjazd skoro świt
Szybki druk plakatów, informacja dla mieszkańców Złotnik i tworzy się lista uczestników – zebrano 50 osób. Pogoda miała grzybiarzy oszczędzić. W październikową sobotę skoro świt, czyli o ósmej godzinie rano, wyruszyli autobusem w kierunku Chodzieży. Morale na wysokim poziomie i ciekawość czy grzyby rzeczywiście są, pozwoliły im w dobrych humorach dojechać na miejsce. Wszyscy rozeszli się po lesie. Czas trzech godzin w nim spędzony pozwolił na napełnienie koszyków wszelkiego rodzaju grzybami.
– Nazbieraliśmy z mężem dwa kosze, głównie podgrzybków – cieszy się Agnieszka Sporna, uczestniczka wycieczki.
– Ale były też sowy, a nawet prawdziwki – uzupełnia tę informację radny Michał Przybylski. – Niestety, kilka okazów nie przeszło weryfikacji sąsiedzkiej komisji eksperckiej. Nie pomogło odwołanie się do leśniczego Romana Rożka, który podtrzymał decyzję niższej instancji – dodaje z humorem.
Przy ognisku
Po grzybobraniu autobus przewiózł wszystkich w miejsce, gdzie płonęło ognisko, a radny Michał Przybylski i przewodniczący Zarządu Osiedla Złotniki-Osiedle Grzegorz Słowiński czekali już z ciepłymi kiełbaskami. Przy trzaskających płomieniach rozmawiano o sprawach osiedla.
Nie obyło się jednak bez przygód – dwoje uczestników zgubiło się w lesie. Wzorowe jednak ich zachowanie i telefon do reszty z informacją, że znajdują się przy kamieniu o takich a takich numerach, pomogły w zorganizowaniu akcji ratunkowej. Leśniczy Roman Rożek i cała ekipa wyruszyli na pomoc i już po pół godzinie odnalezione zguby ogrzewały się przy ognisku.
– Mój mąż też się o mały włos nie zgubił, bo ruszył w złym kierunku – śmieje się Agnieszka Sporna. – Na szczęście posłuchał się żony i wrócił na dobrą drogę – dodaje półżartem.
Niestety po południu spadł deszcz, co zakończyło pobyt w leśniczówce Cisze. Wszyscy w nadal dobrych humorach autobusem wrócili do Złotnik.
– Dziękujemy leśniczemu z leśniczówki Cisze za przyjęcie i możliwość ogrzania kiełbasek i nas samych przy ognisku – mówi Grzegorz Słowiński, przewodniczący Zarządu Osiedla. – Do zobaczenia za rok.
– Na pewno będę, bo staram się uczestniczyć we wszystkich osiedlowych imprezach – uśmiecha się Agnieszka Sporna.

Redakcja