Patrzyłam na twarze ludzi, widziałam wiarę i nadzieję

Z posłanką Joanna Schmidt rozmawiamy o rewolucji w jej życiu, o polskiej gospodarce, o starym i nowym prezydencie Poznania, o przyjaźniach w klubie parlamentarnym, o nauczycielach z pasją oraz o wyborach samorządowych.

– Jesteśmy w Suchym Lesie, więc zapytam, czy Pani zdaniem działalność partii politycznych takich jak Nowoczesna w takich gminach jak nasza ma sens? Spór tutaj toczą ze sobą raczej bezpartyjne kluby…

– Polityka na szczeblu samorządu terytorialnego jest inna niż ta ogólnokrajowa, jest bliżej ludzi. I głosuje się tutaj na konkretnych ludzi, a nie na partie. Wójt ma silną władzę, wyznacza kierunek rozwoju gminy. Jego osobowość i indywidualność ma wpływ na gminną politykę. Ta indywidualność jest nawet ważniejsza niż poglądy polityczne. A w przypadku prezydenta kraju poglądy mają jednak duże znaczenie. Im więc mniejsza społeczność, tym ważniejszy człowiek i jego osobowość.

– Pracę magisterską pisała Pani u mieszkańca Suchego Lasu – prof. Mariana Gorynia, do niedawna rektora Uniwersytetu Ekonomicznego. Jak się Wam współpracowało?

– Współpraca układała się bardzo dobrze. Pamiętam, że do pana profesora bardzo ciężko było się dostać, bo był oblegany. Na szczęście udało mi się. Pisałam o konkurencyjności małych przedsiębiorstw zaczynających działalność eksportową. A prof. Gorynia mobilizował mnie do systematycznej pracy, co mi bardzo odpowiadało. W czasie absolutorium byłam już magistrem. Zamierzałam szybko podjąć pracę zawodową, bo miałam jeszcze dwie siostry i czułam się w obowiązku, żeby utrzymać się sama. Zresztą dorabiałam już na studiach. Pochodzę z Głogowa, w Poznaniu musiałam wynajmować mieszkanie, co sporo kosztowało.

– Udało się Pani w życiu, zrobiła Pani karierę zawodową. Ludzie biznesu mają chyba niewiele wolnego czasu. Jak więc znalazła Pani czas jeszcze na politykę?

– Jeśli coś robię, to z pełnym zaangażowaniem. Kiedy więc latem 2015 r. podjęłam decyzję, że będę startować do Sejmu, odbyłam rozmowę z właścicielem  uczelni, której byłam kanclerzem. Zrezygnowałam z pracy i postawiłam wszystko na jedną kartę. Byłam jednak pewna, że Nowoczesna wejdzie do Sejmu, liczyłam na wynik dwucyfrowy.

– Skąd się wziął tamten optymizm?

– Ponieważ rozmawiałam z ludźmi na ulicach Poznania i innych wielkopolskich miejscowości. Czuć było, że odniesiemy sukces.

– Skąd jednak w ogóle pomysł na wejście do polityki?

– Biegłam akurat na bieżni i oglądałam wiadomości, kiedy telewizja podała wyniki wyborów prezydenckich. Przykro mi było patrzeć na klęskę Bronisława Komorowskiego. Może to zabrzmi zabawnie, ale prawie spadłam z bieżni. Postanowiłam wtedy wziąć sprawy w swoje ręce. Bardzo bym nie chciała, żeby PiS decydował o przyszłości mojej i moich dzieci. Na kongresie założycielskim wystąpiłam na Torwarze i w obecności 8 tysięcy osób opowiedziałam o problemach szkolnictwa wyższego. Myślałam, że na tym moja rola się skończy. Kiedy jednak na czerwcowe spotkanie Nowoczesnej w Poznaniu przyszło tysiąc osób, podjęłam decyzję o starcie w wyborach. Dostałam propozycję jedynki w okręgu poznańskim. Dzwoniłam jeszcze do znajomych, proponowałam, żeby też startowali, ale oni odpowiadali, że im się w życiu udało i nie potrzebują polityki. Cóż, politykom się u nas nie ufa…

– Nie zraziło to Pani?

– W lipcu widziałam tłumy ludzi na naszych spotkaniach w całej Polsce. Nie widziałam na twarzach tych ludzi wściekłości, tylko wiarę i nadzieję. Przeważały pozytywne emocje. Ale emocje to za mało. Podeszłam do kampanii profesjonalnie, jak do innych projektów. Miałam plan dnia rozpisany na 14 godzin: wywiady, debaty, podawanie rąk, rozdawanie ulotek. Przez dwa tygodnie funkcjonowałam ze ściśniętym żołądkiem, bo przecież brakowało mi doświadczenia politycznego. Przydało się trochę doświadczenie menedżerskie, sprzedażowe oraz w zarządzaniu relacjami międzyludzkimi, bo tym się przecież dotąd zajmowałam..

– Właśnie, podchodzi Pani do polityki jak do biznesu. Lewica zarzuca, że liberałom brak wrażliwości społecznej, co z kolei wykorzystuje skrajna prawica i w efekcie wygrywa wybory…

– Jestem z wykształcenia ekonomistą i wiem, jakie warunki muszą być spełnione, żeby w kraju panował dobrobyt. Trzeba zarobić, nie można się zadłużać . Najpierw trzeba mieć mocną gospodarkę. Potem można zadbać o dobrą edukację, dobrą opiekę zdrowotną. Lekarze nie muszą o godz. 13.00 znikać z publicznych placówek służby zdrowia, żeby zająć się swoją prywatną praktyką. Przecież w szpitalach może obowiązywać zarówno darmowy jak i płatny koszyk świadczeń. Podobnie z edukacją. Jeśli ktoś z własnych pieniędzy będzie musiał współfinansować swoją naukę, sto razy sprawdzi, czy po danych studiach znajdzie pracę. Zwykła uczciwość wymaga, żeby przyjąć takie rozwiązania. Osoby wykluczone potrzebują wsparcia, ale opieka społeczna nie może być czystym rozdawnictwem. Jesteśmy też za likwidacją przywilejów emerytalnych. Mój tata pracował pod ziemią w kopalni miedzi, więc doskonale wiem, że 45-letni emeryci mogą być zdrowi, sprawni fizycznie,  intelektualnie, i dalej pracować. Wyjątek można zrobić dla osób naprawdę schorowanych, ale nie dla wszystkich, bo tacy młodzi emeryci kosztują nas miliardy złotych. Lepiej te pieniądze przeznaczyć dla młodych ludzi wchodzących na rynek pracy.

– Przenieśmy się z Dolnego Śląska do Poznania. Nowoczesna jest w tym mieście postrzegana jako partia skupiająca ludzi byłego prezydenta Ryszarda Grobelnego…

– Znam tę opinię, ale nie wiem, skąd się wzięła. W mojej najbliższej rodzinie część osób głosowała na Ryszarda Grobelnego, a część na Jacka Jaśkowiaka. Więcej byłych ludzi Ryszarda Grobelnego pozostało w Urzędzie Miasta pracujące teraz razem z Jackiem Jaśkowiakiem niż przeszło do Nowoczesnej. Tak zresztą powinno być, to tylko PiS wymienia wszystkich pracowników na swoich. Z prezydentem Jaśkowiakiem mam  poprawne relacje i trzymam kciuki za jego prezydenturę, bo Poznań to w końcu moje miasto i zależy mi na jego rozwoju.

– Nie poprzecie Ryszarda Grobelnego w kolejnych wyborach na prezydenta Poznania?

– Nie, to jest wymysł mediów. Doceniam to, że prezydent Jaśkowiak chroni Poznań przed PiS-em. Nowy prezydent zajął się też tymi obszarami, które zaniedbał poprzednik, jak drobna infrastruktura miejska. Nie widzę jednak większych projektów, które zapewniłyby miastu rozwój w przyszłości. Mówi się, że od kilku lat Poznań pogrążony jest we śnie, a kiedyś byliśmy w czołówce rankingów. Musimy dać mu nowy impuls rozwojowy.

– To kto będzie kandydatem Nowoczesnej na prezydenta miasta? Pani?

– Obecnie dobrze czuję w polityce krajowej. W sprawie kandydata, podejmiemy w tym roku decyzję. Trwają  rozmowy z kilkoma osobami.

– Nowoczesna słynie z błyskotliwych, elokwentnych posłanek. Jakie są prywatnie Kamila Gasiuk-Pihowicz czy Katarzyna Lubnauer?

– Siedzę z nimi po sąsiedzku w ławach sejmowych, ale poznałyśmy się jeszcze w czasie kampanii. Pamiętam, że posłowie klubu Kukiz’15 przestawiali się sobie w Sejmie, a my w Nowoczesnej się ściskaliśmy, bo już wcześniej zdążyliśmy się polubić. Zresztą trzydzieści jeden osób to jak dobrze zintegrowana klasa w szkole. Pracowita 31-osobowa klasa, to jak 140posłów PO .

– A skoro o szkolnej klasie mowa, czy Pani dzieci chciałyby w przyszłości zostać politykami?

– Młodsze dzieci mają po 7 i 10 lat, są zatem trochę za małe na wybór zawodu. Najstarsza córka ma 13 lat i gra wyczynowo w tenisa.

– Wspomniała Pani o bieżni. To dzięki bieganiu ma Pani taką świetną figurę? Czy także dzięki diecie? Rozmawiamy w Cafe Szkolna 17 i zamówiła Pani owsiankę…

– Biegam, ale i zwracam uwagę na to, co jem. Przede wszystkim staram się jeść często i niewielkie porcje.

– Ale zdarzają się i porcje kaloryczne. Po owsiance zamówiła Pani tiramisu.

– No cóż, czasem w lokalu zjem deser lub inną potrawę bogatą w kalorie. Jeżeli jednak zamówię w barze np. frytki, to na obiad biorę już tylko sałatkę. Wspomniane kalorie nie ulatują w kosmos, trzeba za nie zapłacić późniejszym przegłodzeniem się.

– Skoro o zapłacie mowa, w ostatnim czasie media rozpisywały się o Pani i Ryszardzie Petru. Czy politycznie było lecieć na egzotyczną wycieczkę w czasie, kiedy posłowie Pani partii prowadzili w Sejmie akcję protestacyjną?

– Zacznijmy od tego, że to nie była egzotyczna wycieczka. Poza tym wszyscy posłowie podzielili się dyżurami w Sejmie. Część z nas zdecydowała się na dyżury w Boże Narodzenie, część w Sylwestra. Wzięłam kilka nocnych dyżurów, żeby potem mieć wolne.  Ale owszem, dziś nauczona doświadczeniem, podjęłabym inną decyzję.

– PiS przegłosował powszechnie krytykowaną reformę edukacji. Czy jeśli Nowoczesna dojdzie do władzy, da radę to wszystko odkręcić?

– Będę pilnować, żeby nie doszło do kolejnej rewolucji. Bo tego typu rewolucje to zmarnowana energia, zmarnowane pieniądze. Edukacja potrzebuje stabilności. Energię lepiej kierować na programy edukacyjne, wyjazdy zagraniczne dzieci, doradztwo zawodowe, lepiej wyposażone sale gimnastyczne, dokształcanie nauczycieli. Szkoły potrzebują nauczycieli z pasją.

– Macie już pomysł na wybory samorządowe?

– Na razie trwa dyskusja, czy mamy startować jako partia czy koalicja. Prawdopodobnie będzie to zależało od szczebla samorządu, bo przecież ordynacje wyborcze na poszczególnych szczeblach są różne.

Rozmawiał Krzysztof Ulanowski