Walczyli dla przyjemności i zdrowia

Około pięciuset osób w różnobarwnych koszulkach zdradzających przynależność do klubów lub udział w różnych biegach pojawiło się na starcie czwartej edycji Sucholeskiej Dziesiątki Fightera. Pobiegli dla przyjemności, ale i po to, by wesprzeć w walce z nowotworami dwie osoby.

– Podbieg trochę mnie zaskoczył. Finisz na bieżni to świetny pomysł. 300 metrów wokół boiska uskrzydla. Trudna trasa niby płaska, ale sporo na niej zakrętów – mówili na mecie uczestnicy biegu. A byli wśród nich i początkujący biegacze i osoby mające doświadczenie nie tylko w półmaratonie i maratonie, ale i w biegach ultra.

Pokonał chorobę i biega
Na dystansie 5 km najszybszy był Grzegorz Urbańczyk, zwycięzca Wings for Life w roku 2014. Przebiegł wówczas, uciekając przed samochodem – metą około 50 km. Dla tego biegacza sucholeska impreza będąca biegiem charytatywnym miała szczególny charakter
– Będąc dzieckiem chorowałem na białaczkę. Walkę wygrałem i jako osiemnastolatek zacząłem biegać. W głowie pozostaje jednak wspomnienie. Do końca też nie mogę być pewny, jaki ślad pozostawiła choroba w organizmie. Po wygranej w Wings for Life sprzed dwóch lat czuję się silniejszy – opowiada Grzegorz Urbańczyk. Tegorocznym celem biegacza jest start w jesiennym maratonie w Poznaniu i atak na życiówkę wynoszącą 2 h 45 min.
Z udziału w biegu zadowolony był też triumfator na dystansie 10 km.
– Wiatr dał się we znaki, ale plan zrealizowałem. Chciałem pobiec w czasie poniżej 35 minut i jest 34 min 49 sek. – mówi Radosław Pluciński z KB Maniac. Zwycięzca już od drugiego kilometra biegł samotnie.

Pobiegli jak z nut
A jak zaprezentowali się na tle najlepszych mieszkańcy gminy Suchy Las? Można powiedzieć, że pobiegli śpiewająco.
Jacek Mejer, miłośnikom piosenki znany jako „Mezo”, był drugi na trasie pięciokilometrowej. Ale jeśli ktoś trenuje pięć, a nawet sześć razy w tygodniu, ma 34 lata, to taki wynik dziwi już mniej.
– Początkowo bieganie było dla mnie tylko rekreacją. Kiedy pojawiły się pierwsze starty, pojawiły się i emocje oraz ambicje. Poczułem adrenalinę. Ale w moim przypadku wcale nie jest łatwo biegać regularnie. Nocne życie, bo przecież koncertuję sprawiają, że trudno wcześnie rano zerwać się na trening. Dopiero po porannym biegu zabieram się za inne obowiązki. – Ale z tą regularnością nie jest tak źle. Rok temu artysta był w Suchym Lesie czwarty. W tym roku zameldował się na mecie jako drugi.
– Robię postępy – mówi Jacek Mejer, który biegł w barwach Drużyny Szpiku.
Są i inne zalety regularnego biegania. Jakie? Zdaniem Mezo to sportowa sylwetka, dobre samopoczucie, możliwość zjedzenia tego, na co ma się ochotę, oczywiście z umiarem, no i zadowolona żona, że ma męża na medal, a przynajmniej z medalem z kolejnego biegu.

Przegonić złe emocje
Honoru Suchego Lasu oprócz Jacka Mejera broniła Marta Myszkowska, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w miejscowej szkole.
– Biegam od lutego, więc ten bieg kosztował mnie nieco wysiłku. Pamiętam zresztą swój pierwszy trening. Przed jego rozpoczęciem byłam zdenerwowana. Pobiegłam mocno i co się stało. Złe emocje pozostały gdzieś poza mną. Po biegu inaczej odbiera się rzeczywistość. Jest adrenalina, jest radość – opowiada.
Osób, które dopiero co zaczęły trenować bieganie, było więcej.
Dla Joanny Radziędy, też mieszkanki Suchego Lasu, sobotni bieg był debiutem. Postanowiła sobie, że po trzech miesiącach treningu przebiegnie 5 kilometrów w czasie poniżej 28 minut.
– A co było impulsem do wysiłku?
– Mój chłopak biega ultarmaratony. Czasami trenujemy razem. Chcę w tym roku wystartować na 10 km – mówi Joanna Radzięda.
Sylwia Szenk też pokonała trasę
5 km.
– Co skłania mnie do biegu? Daje mi lepsze samopoczucie, motywuje do działania. W Suchym Lesie startuję, bo tu mieszkam – wyjaśnia.
Dla niektórych osób impulsem do założenia butów i wyruszenia w las czy na inną ścieżkę są znajomi. Tak było w przypadku Sebastiana Ciesiel